Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus z Nazaretu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus z Nazaretu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 maja 2016

"Zmartwychwstały" (2016) - prawda wątpiącego

Kiedy na krzyżu konał Ten, którego święto odrodzenia celebrowano w obrządku greckim w tym roku 1 maja wśród obserwujących znalazło się służbowo kilku żołnierzy z Legionu X. Przewodził im trybun Klawiusz (znakomita rola Josepha Fiennesa), żołnierz doświadczony i zahartowany w wielu bojach, marzący o powrocie do Rzymu i o kawałku ziemi, jaki przypadał w udziale legionowym weteranom po zakończeniu służby.  


Kiedy Sanhedryn pod wodzą arcykapłana Kajafy dokonał swego (doprowadził do wyroku skazującego Jeszuę), a zadowoleni faryzeusze i saduceusze na chwilę zapomnieli o wzajemnych niesnaskach ciesząc się z uwolnienia się Tego, który obwołał się Mesjaszem, stało się to, czego najbardziej się obawiali.   


Kiedy grób, gdzie złożony został syn Miriam opustoszał, a legioniści go strzegący zniknęli, prokurator Piłat zarządził Klawiuszowi przeprowadzenie dochodzenia mającego ustalić, gdzie znajdują się doczesne szczątki dopiero co ukrzyżowanego Joszuy, syna-nie syna Józefa, którego istnienie w oczach lwiej części Sanhedrynu zagrażało jedności Izraela oraz - a może: przede wszystkim - interesom najdostojniejszych rodów czerpiących olbrzymie profity z racji swojego pochodzenia. Protestował przeciw temu w sposób spektakularny Joszua biczem gromiąc handlarzy kupczących w Świątyni Pana narażając na z pewnością niemałe straty tych, których obecność protestującego coraz bardziej była nie na rękę.  


Trybun Klawiusz wyrusza zatem, aby stanąć - czego nawet nie przypuszczał - oko w oko z Tajemnicą mającą odmienić dalszy jego los. Wdrażając w życie żmudne procedury dochodzeniowe: poszukując świadków, a następnie ich przesłuchując zaczyna sobie racjonalista, jakim niewątpliwie jest Klawiusz mimo wiary w Boga Wojny, Marsa, tworzyć obraz Joszuy, syna-nie syna Józefa, którego na jego służbowe polecenie jeden z legionistów litościwie uśmiercił włócznią, aby zaoszczędzić mu powolnej męki krzyżowej, która trwać mogła nawet kilka dni.


“Zmartwychwstały” Kevina Reynoldsa, mimo iż sygnowany przez hollywoodzkie studia niewiele ma w sobie wielkiego widowiska mogącego zaczarować miliony widzów - to niespieszny obraz, w którym krok po kroku śledzimy wydarzenia rozgrywające się tuż po zniknięciu ciała Joszuy z grobowca, w którym zostały złożone.  


Podążamy przez bezdroża i pustynie, przez spieczoną słońcem ziemię Izraela i - niezależnie od wiary, bądź niewiary - przeżywamy raz jeszcze historię Tego, który będąc człowiekiem został przeznaczony ludzkiemu cierpieniu, ludzkiej śmierci, aby ten i ów w czysto fizycznym procesie odnaleźć mogli wskazówki co do dalszego życia i postępowania, albo ich nie znaleźć.
O wątpliwości przede wszystkim opowiada “Zmartwychwstały”, którą przedstawia się tutaj, jako źródło największej wiary, a nawet udowadnia, że bez niej wiara nie mogłaby istnieć.  

piątek, 16 maja 2014

"Syn Boży" (2014) - pochwała jednej drogi

Gdyby poprosić wszystkich znanych w historii cywilizacji bogów o podsumowanie ile razy zostało wypowiedziane jego imię, odpowiedzi z pewnością nie byłyby jednoznaczne. Oczywiście, o ile bogowie zechcieliby zająć się żmudnym podliczaniem, a nie swoimi z pewnością arcyważnymi boskimi rozgrywkami.

   
Historia syna dziewicy zaślubionej z Józefem została już opowiedziana wielokrotnie zarówno w świecie ruchomych obrazów, jak i słowa pisanego. W tym pierwszym na czoło zdecydowanie wysuwa się sześciogodzinne arcydzieło Franca Zefirelliego z roku 1977, "Jezus z Nazaretu", w drugim zaś odnotować warto opublikowaną w 1959 “Trylogię rzymską” Mika Waltari, która choć o życiu Jezusa nie opowiada bezpośrednio, gdyż jej akcja zaczyna się w dzień śmierci Króla Żydowskiego, to mówi wiele o jego czynach i działalności.




Tym razem za ekranizację życia tego, który nazwał się Synem Bożym wziął się Christopher Spencer, reżyser zafascynowany starożytnością, o czym świadczyć mogą dwa seriale: “Starożytny Rzym: wzlot i upadek Imperium” (2006) oraz “Biblia” (2013) w czasie której realizacji powstały także zdjęcia do “Syna Bożego”, co - rzecz jasna - wiązało się z budżetem.


Historia opowiedziana przez Spencera przy pomocy portugalskiego modela (Diogo Mordado) wcielającego się w tytułową postać rozpoczyna się w chwili spotkania Jezusa z Piotrem mającym w przyszłości stać się opoką nowej wiary i jej najzagorzalszym apostołem.
Dalej postępują sceny doskonale znane z Ewangelii zmierzając do spektakularnego finału: drogi krzyżowej oraz śmierci Jezusa w miejscu zwanym Gologotą, gdzie zgodnie z żydowską tradycją złożona została czaszka Adama.


Jezus w filmie został przedstawiony, jako człowiek łagodny i miłujący bliźniego w sposób prawdopodobnie nieznany żydowskiej społeczności oczekującej przyjścia Mesjasza z oczami utkwionymi w świętych pismach odrobinę przysłaniających rzeczywistość.


Jako rebeliant rozsadzający tradycyjny system od środka nie mógł znaleźć zrozumienia wśród obeznanych z pismem i prawem sadyceuszy dostrzegających w nim bezpośrednie zagrożenie dla zgromadzonej w ich rękach władzy, władzy niemałej, bo duchowej.
Los rebeliantów od tysiącleci jest niezmienny: albo ich skuteczność jest tak wielka, że obalają stare zastępując je nowym, które po latach dla innych rebeliantów stanie się zbyt stare, albo przegrywają ponosząc śmierć, choć niejednokrotnie fizyczna przegrana równała się z olbrzymim moralnym zwycięstwem. Przypadek Jezusa najlepszym na to dowodem.


“Syn Boży” jest filmem bardzo udanym, epatującym nieodłącznym tego typu produkcjom patosem w sposób przystępny i próbującym ukazać drogę pojedynczego człowieka, który z budzącą podziw konsekwencją nie zaparł, nie wyrzekł się samego siebie i swoich poglądów nawet w chwili, kiedy mógł już dostrzec swoją śmierć w oczach rzymskiego namiestnika, Piłata.   
Z tych powodów śmiało można stwierdzić, że w historii kinematografii pojawiła się kolejna udana ekranizacja dziejów człowieka, który - nie podlega to dyskusji niezależnie od przekonań religijnych - odmienił losy świata.