Wszyscy Grecy, jakich poznałem głośno pomstują na Stany Zjednoczone oraz na Niemcy i uznając te kraje za architektów swojej obecnej biedy. Głęboko się z nimi solidaryzując postanowiłem zerknąć w kalendarz i kiedy uświadomiłem sobie czas spędzony w Koryncie, natychmiast się spakowałem i pojechałem 500 km na północ, aby na campingu uroczej Kristi przyrządzić sobie coś do jedzenia. Najlepiej na biedno.
Oczywiście, całe moje współczucie i solidarność z narodem greckim służyć miała usprawiedliwieniu mojego skąpstwa, o czym wolę powiadomić od razu niż zostać uznanym za wojującego idealistę gotowego ruszyć na wojaczkę ze złem tego świata na sprytnym Yamahu YBR 250, który właśnie wdał się w pogawędkę z polskim samochodem zaparkowanym obok mojego namiotu. Mam wrażenie, że dyskusja zbyt prędko zeszła ze spraw pogodowych i ogólnych na tematy kultury jazdy w greckich miastach, ale póki co nie interweniuję.
 |
| Dobytek nomada (polskiego) |
I siedzę oto pojedzony i popity nad Morzem Egejskim u stóp mitycznej góry Olimp, a cały świat interesuje mnie dokładnie tak jak wieczór grecki za 15 euro, na który się nie wybiorę nie tylko z przyczyn zawartych w jednym użytym tu już słowie, przeze mnie nazywanym jednak oszczędnością. Ostatnie siedem dni w Grecji zamierzam spędzić na plażowaniu, romantycznych i - co najważniejsze - darmowych spacerach brzegiem morza w stronę zachodzącego słońca, piciu piwka oraz rozważaniach o końcu świata, którego z niecierpliwością wypatruję wierząc, że w czynności tej nie jestem odosobniony.
Zanim jednak pójdę sprawdzić, gdzie można kupić piwko za maksymalnie 80 centów opowiem jak najprościej przyrządzić tuńczyka z kaszką kuskus à la ma kota.
 |
| To jest Spartan. 80 centów |
Po pierwsze: należy zaopatrzyć się w polskim supermarkecie w kuskus oraz puszkę tuńczyka, a następnie udać się legendarnym Yamahem YBR 250 z Krakowa do Koryntu, aby po przebyciu 2000 km po raz kolejny zrozumieć, że jazda autostradami motocyklem ma tyle uroku, co kac z roku 2001, albo roku go poprzedzającego.
Po drugie po kilkutygodniowym pobycie w Koryncie należy podjąć decyzję o wyjeździe i następnie niespiesznie, bez pomocy autostrad dotrzeć do Paralii i zachwycić się piękną górską trasą wijącą się między Larisą, a Katerini po drodze mijając łażące po asfalcie żółwie.
Ciekawostka dla malkontentów
Niestety, żółwie nie chodziły tyłem grając na harmonijce ustnej, choć to byłoby dopiero coś!
 |
| Żółw pływający, ale latać nie potrafi |
Po trzecie należy w Lidlu w Paralii zakupić ogórka, paprykę dodatkowo obciążając budżet solą morską oraz tekturowymi talerzami, których wcześniej najlepiej zapomnieć zabrać z Polski.
 |
| Efekt Superstar |
Po czwarte należy obrać ogórka, spreparować paprykę, zagotować wodę, zalać nią kuskus, a kiedy kaszka będzie gotowa na talerzu wymieszać wszystkie składniki doprawiając solą do smaku. Pieprzu i innych przypraw nabywać nie należy, gdyż koszta przyrządzenia przyprawy będą za wysokie, a pamiętać trzeba, że jesteśmy w trawionej kryzysem Grecji i jakąś solidarnością wykazać się powinniśmy. Może i nad nami, biedakami z Polski w końcu kto łzę wyleje.